niedziela, 29 czerwca 2014

Rozdział 7

Do klubu jechaliśmy jakieś 15 min. Na zewnątrz było bardzo dużo osób. Jedni wyszli, żeby zapalić, a inni po prostu się przewietrzyć. Zaparkowaliśmy auto na parkingu i weszliśmy do środka. Było tam bardzo głośno dlatego trzeba było mówić do siebie bardzo głośno. Mimo, że James to robił to i tak nie mogłam go zrozumieć. Chłopak po 3 próbie się poddał, złapał mnie za rękę i poprowadził przed siebie. Zaciągnął mnie w o wiele cichsze miejsce, gdzie można było usiąść i się czegoś napić. Stanęliśmy przy stoliku, gdzie siedział chłopak o bardzo ciemnych włosach i rozmawiał przez telefon. Kiedy zobaczył James'a skończył rozmowę i wstał, aby się z nim przywitać.
- A to moja przyjaciółka Anabell - powiedział szatyn pokazując na mnie. Cieszyłam się, że powiedział pryjaciółka, a nie koleżanka.
-Bardzo mi miło. Jestem Logan - oznajmił brunet i z wielkim uśmiechem uścisnął mi dłoń. Usiedliśmy na kanapie w kształcie połowy kwadratu, gdzie wcześniej dziedział bunet i zamówiliśy coś do picia.  W pewnym momencie Logan zmrużył oczy i spojrzał na Jamesa.
- Aaa czyli to jest ta dziewczyna, o ktorej mi tyle opo ... - nie dokończył, bo złapał się za kostkę. Domyśliłam się, że szatyn go kopnął, bo zrobił do niego groźną minę, a on szyderczo się uśmiechnął. . Ja tylko cicho zaśmiałam się pod nosem tak, aby nikt nie zauważył. Nie minęła minuta, kiedy do naszego stolika podszedł kelner i Jamie.
- Cześć Anabell, cieszę się, że wpadłaś do mojego klubu - powiedział, przywitał się z chłopakami i usiadł obok mnie. Po mojej prawej siedział Logan, a po lewej Jamie. Nie wiem jak to się stał, ale byłam najdalej od James'a. Jednak nie przeszkadzało mi to, aż tak bardzo, bo chłopacy wydają się fajni. Na początku nie wiedziałam o czym mam z nimi rozmawiać, więc słuchałam o czym oni gadają. W jakimś momencie usłyszałam swoje imie wypowiedziane przez James'a. Powiedział, że mam prawdziwy talent do rysowania. Zainteresowało to Jamie'go i zaczęliśmy bardzo ożywioną rozmowę. Dowiedziałam się, że jest bardzo dobrym fotografem i często pojawia się na różnych ważnych imprezach. Ogólnie to bardzo kocha sztukę i niedługo ma zamiar otwrzyć galerię i sprzedawać tam obrazy mało znanych artystów. Rozgadałam się z nim i to bardzo. Zauważyłam nawet, że James na nas spogląda i nie miał jakiejś zbyt przyjemnej miny. Bardzo przyjemnie mi się z nim rozmawiało i w tym czasie zdążyłam wypić już 3 drinki. Odczuł to mój pęcherz i musiałam na chwilę wszystkich przeprosić.
- Muszę do toalety, którędy to ? - spytałam wstając od stolika.
- Zaprowadze cię - powiedział James i również wstał. Znowu znaleźliśmy się w miejscu, gdzie jest głośno i wszyscy tańczą. Muszę przyznać, że trudno było się przez nich przepchnąć, a zwłaszcza, że nie byłam jakaś bardzo wysoka. Szatyn zauważył to, więc złapał mnie za dłoń i szybko udało nam się przedostać do celu.
- Poczekam tutaj - oznajmił i na szczęście udało mi się to zrozumieć. Udałam się do toalety, gdzie także były tlumy, ale większość z dziewczyn po prostu poprawiała makijaż lub rozmawiała. Po mniej niż 10 minutach wyszłam. James stał i opierał się o ściane z rękami w kieszeni spodni. Muszę przyznać, że to wyglądało fajnie.
- Wybacz, ale nawet nie wiesz jak trudno było dopchać się do umywalki - na moje słowa chłopak lekko się uśmiechnął, a ja z nim. - Moglibyśmy wyjść na chwile się przewietrzyć ?
- Jasne, chodź - powiedział i poprowadził mnie do wyjścia. Stanęliśmy odrobinę dalej od tych palących i poczułam chłodny wiatr, który ochłodził mi twarz. W środku jest na prawdę gorąco.
- I co, podoba ci się klub ? - spytał chłopak.
- Jasne, jest świetny
- Zauważyłem, ze dobrze rozmawia ci się z Jamie'm
- Mamy wpółny temat, więc nawet bardzo dobrze - oznajmiłam, ale chłopak już nic nie odpowiedział. Przez chwilę zastanawiałam się czy nie jest przypadkiem zazdrosny. Jednak odrzuciłam tę myśl i stwierdziłam, że po prostu stracił chumor czy coś w tym stylu. Po jakiś 5 minutach wrociliśmy do środka. Do naszego stolika znowu szłam z chłopakiem za ręke. Przyzwyczaiłam się już do jego dotyku. Nawet lubłam kiedy to robił.
- Coś długo was nie było - powiedział Logan i spojrzał na James'a.
- Byliśmy się jeszcze przewietrzyć. Naprawdę tutaj gorąco. - oznajmiłam i usiadłam na swoje miejsce. Zaczęliśmy dalej rozmawiać, ale tym razem już wszyscy. Dowiedziałam się, ze Logan gra w koszykówkę i jest kapitanem jednej z najlepszej drużyny w LA. Jednak jedna rzecz, którą mi powiedzieli naprawdę mnie zaskoczyła.
- Jesteście braćmi ?! Nie jesteście do siebie ani troche podobni - oznajmiłam jeszcze raz dokłądnie im się przyglądajac.
- Wszyscy nam to mowią. Oczywiście widać, ze ja jestem przystojniejszy. - powiedział Logan.
- Chyba śnisz - odpowiedział Jamie, a ja razem z James'em zaczęliśmy się śmiać. Kiedy wróciliśmy z dworu miał już jakiś lepszy humor. Może jednak był zazdrosny. Kiedy rozmawialiśmy wszyscy razem od razu miał inny wyraz twarzy. Wypiłam jeszcze jednego drinka i postanowiliśmy, że będziemy wracać już do domu. Kiedy wstałam odrobinę kręciło mi się w głowie, ale na zewnątrz oczywiśćie pomógł mi wyjść James. Zadzwonił po taxi, bo też wypił i musieliśmy zostawić samochód na parkingu. Czekaliśmy na auto jakieś 10 min. Chłopak podał adres i ruszyliśmy. Moja głowa zrobiła się strasznie ciężka i nie zwracając uwagi na szatyna, oparłam głowę o jego ramie. Nic z tym nie zrobił, więc zostałam tak, aż dojechaliśmy do domu. Wyszliśmy z samochodu i weszliśmy do mieszkania. Tuż w progu poślizgnęłam się i prawie bym upadła, gdyby nie James. Złapał mnie w ostatniej chwili i teraz staliśmy twarzą w twarz. Spojrzałam w jego piękne oczy i jakby mnie zahipnotyzowały. Mogłabym patrzeć w nie godzinami. Nagle poczułam na swoich ustach coś ciepłego. Chłopak zaczął mnie całować, a ja nie protestowałam. Obrócił mnie i oparłam się o drzwi. Nie odrywał swoich ust od moich. Moja ręka powędrowała w jego włosy, które były cudownie miękkie. Szatyn jedną ze swoich rąk trzymał na moim policzku, a drugą położył na moich plecach i jeździł nią z góry do dołu. Byłoby dobrze, gdybym nie przypomniała sobie o moim niedawnym zdarzeniu. To jak ten mężczyzna mnie dotykał było okropne i kiedy czułam jak robi to James ... czułam jakby to nie był on. Oderwałam się od niego, przesunęłam ręką.
- Przepraszam - powiedziałam przez łzy i pobiegłam na górę. Jak najszybciej chciałam znaleźć się w swoim pokoju. Weszłam do środka, zamknęłam drzwi i zsunęłam się po nich na ziemie. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Wskazywał on 1:30. Położyłam go obok siebie, podciągnęłam kolana pod brodę i zaczęłam najzwyczajniej w świecie płakać. Im bardziej zdawałam sobie sprawę z tego, że to co się właśnie stało było prawdziwe, tym bardziej płakałam. Nie rozumiem dlaczego muszę być taka głupia. James robi dla mnie wszystko, a ja nie potrafię go nawet całować chociaż tego chcę. Tak bardzo chciałabym to robić. Na początku było mi tak przyjemnie, ale potem musiałam przypomnieć sobie o tamtym. Od tych wszystkich myśli, płaczu i tego, że piłam rozbolała mnie głowa. Nagle usłyszałam za sobą ciche pukanie do drzwi i nie wiedziałam czy je otworzyć. 

________________________________________________________________________
Nie wiem czemu, ale jakoś nie mogłam się za niego zabrać ;__; No ale mi się udało
no i mam nadzieję, że się spodobał :)

~ PatiRusher

środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 6

Nacisnęłam klamkę, ale drzwi nie drgnęły. Zatem wyjęłam klucze z torby i wtedy udało mi się wejść do środka. W mieszkaniu nikogo nie było.
- Na nasze szczęście dom jest pusty - powiedziałam i poszliśmy do mojego pokoju. W szafie miałam dużo kartonów, więc zaczęliśmy pakować do nich moje rzeczy.
- To ja pościągam twoje rysunki i schowam tak, żeby się nie zniszczyły - powiedział James ściągając już jeden z nich.
- Po co ? Zostaw je, za dużo roboty.
- Nie pozwolę ci ich zostawić. Będą wisieć w twoim pokoju, a jeśli nie chcesz to ja je wezmę - oznajmił chłopak, a ja tylko machnęłam ręką. Po około 30 min. byłam prawie spakowana. Zostało tylko kilka rzeczy z biurka i komody. Szatyn zaczął zanosić kartony do auta, a ja pakowałam to co zostało. Właśnie podchodziłam do komody, gdy usłyszałam głos ojca. Mówił coś przed domem, ale nie rozumiałam co. Nagle pojawił się w moi pokoju najwyraźniej wkurzony.
- Czemu ten chłopak wynosi jakieś rzeczy z naszego domu ? - spytał ze zdziwioną miną. W tym właśnie czasie James wszedł do pokoju.
- Możesz spakować jeszcze te rzeczy z komody ? - spytałam patrząc na niego, a on pokiwał głową i odszedł. Ja stanęła bliżej ojca i popatrzyłam na niego.
- Wyprowadzam się
- Niby gdzie ?
- Nie powinno cię to interesować. Wyprowadzam się i tyle. Masz swoją Grace, więc ja nie jestem ci potrzebna. Jestem dorosła, więc nie możesz mi zabronić.
- Mogę robić co mi się podoba. Idź po kartony z samochodu i się rozpakowuj.
- Iść to ja mogę, ale do nowego domu. Wychodzę i tyle. - oznajmiłam odwracając się ale ojciec złapał mnie za rękę. Widziałam, że jest wściekły i zaraz wybuchnie. Nagle podniósł drugą rękę do góry i już wiedziałam co się stanie. Odruchowo zamknęłam oczy i czekałam na cios. Jednak zamiast bólu poczułam przed sobą czyjeś plecy. Był to James, który trzymał w powietrzu dłoń mojego ojca. Zupełnie zapomniałam, że tutaj jest.
- Ana, proszę odejdź - powiedział spokojnym głosem, a ja zrobiłam to o co prosił. Uwolnił z uścisku rękę ojca i odsunął się od niego na krok.
- Na szczęście Ana już więcej tego nie doświadczy. Wychodzimy.
- Nie wtrącaj się gówniarzu - usłyszałam z ust ojca i zobaczyłam jak uderza James'a z pięści, a on upada. Szybko do niego podeszłam, aby sprawdzić czy wszystko z nim dobrze. Leciała mu krew z nosa, ale szybko stanął na równe nogi. Zrobił dwa kroki do przodu i trzymał ściśniętą dłoń w pięść. Już prawie miał mu oddać, ale tuż przy jego twarzy opuścił rękę.
- Chodź Ana, nie warto marnować czasu na takiego człowieka. Gardzę takimi ludźmi - powiedział i obrócił się na pieńcie. Zabrał ostatni karton z podłogi i wziął mnie za rękę.
- Anabell ! Nigdzie się nie wybierasz. Masz zostać tutaj ! - krzyczał ojciec, ale my nie zwracaliśmy na niego uwagi. Gdy wyszliśmy z mieszkania minęliśmy się z Grace, która widząc auto pełne kartonów głupio się uśmiechała.
- Do zobaczenia mała - powiedziała machając mi. Po tych słowach obróciłam się na sekundę i podnosząc do góry dłoń pokazałam jej środkowy palec. James widząc to, ścisnął moją drugą rękę i się do mnie uśmiechnął. Zrobiłam to samo i weszliśmy do samochodu. Szatyn ruszył, a ja odsapnęłam i cieszyłam się, że mamy to już za sobą. Po jakiś 5 min. jazdy zatrzymaliśmy się na jakimś parkingu w mieście.
- Chodź, napijemy się czegoś zimnego i odpoczniemy po tym wszystkim - powiedział chłopak i skierowaliśmy się do małej kawiarni. Zamówiliśmy dwie mrożone kawy i usiedliśmy na dworze przy stoliku.
- Dziękuję, że mi pomogłeś i przepraszam za to co zrobił ci mój ojciec - powiedziałam patrząc się na buty.
- Nie przejmuj się tym, przecież to nie twoja wina.
- Jak to nie moja ? To ja powinnam oberwać, a nie ty.
- Nawet tak nie mów. Nigdy więcej nikt cię nie uderzy, głowa do góry. - powiedział i palcem wskazującym uniósł mój podbródek do góry. Zobaczyłam, że się do mnie uśmiecha i na mojej twarzy sam pojawił się uśmiech. Dokończyliśmy swoje napoje i poszliśmy do auta. Wracając do domu, w głowie ciągle rozmyślałam nad słowami chłopaka. Ma rację, że nikt mnie już nigdy nie uderzy. Będę mogła żyć w spokoju i niczego się nie bać. To wszystko oczywiście za jego sprawą. Cieszę się, że jest przy mnie i ze znalazłam takiego przyjaciela. Szkoda, że tylko przyjaciela. Po tym wszystkim pewnie nie będzie chciał, aby między nami było coś więcej. Jednak cieszyłam się, że mi pomaga. Złapałam go za rękę, którą trzymał na zmianie biegu i dalej patrzyłam w szybę. Chłopak nie odsunął dłoni, co mnie ucieszyło, a kącikiem oka zauważyłam, że nawet się uśmiechnął. Kiedy dojechaliśmy do domu musieliśmy wypakować z auta moje kartony. Poszło nam to bardzo szybko i zabrałam się za rozpakowywanie. Poukładałam swoje ubrania w garderobie, powypełniałam szuflady moimi drobiazgami i ładnie ozdobiłam biurko. Mogłam nawet włączyć swojego laptopa, którego dawno nie używałam z braku internetu w domu. Pokój wyglądał bardzo przytulnie z tymi wszystkimi rzeczami. Musiałam się jeszcze zabrać za 2 ostatnie kartony. W jednym były moje bloki, ołówki, kredki, farby, pastele i wszystkie rzeczy potrzebne mi do rysowania i malowania. Schowałam to do dużej białej komody, w której mogłam wszystko porozdzielać. Kiedy otworzyłam drugi karton do pokoju ktoś zapukał. 
- Proszę - powiedziałam dobrze wiedząc, że to James.
- Jak ci idzie ? Może ci w czymś pomogę ?
- Nie nie trzeba. W sumie to już skończyłam. Został mi tylko karton z rysunkami, które pościągałeś z mojego pokoju. Pomyślałam, że niektóre powieszę u siebie, a resztę wyrzucę. No chyba, że będziesz chciał jakieś sobie wziąć.
- Nic nie wyrzucisz. Nie pozwolę ci na to. Wybierz te, które będą w twoim pokoju, a resztę zabieram ja.
- Wiesz, że zostanie ich z 50 ? - spytałam zastanawiając się czy chłopak wie co mówi.
- Mogłoby i nawet 100, a i tak bym je wziął. Może pójdziemy teraz zjeść obiad, a potem pomogę ci porozwieszać te rysunki, które będziesz chciała. Co ty na to ?
- Podoba mi się ten pomysł - powiedziałam i zeszliśmy na dół. Szatyn przygotował kurczaka z warzywami i nałożył mi na talerz. Pachniało cudownie, a jeszcze lepiej smakowało. Ma talent do gotowania. 
- Jakie to pyszne - powiedziałam zajadając z apetytem.
- Cieszę się, że ci smakuję. Lubie kiedy ktoś je danie przygotowane przeze mnie. - odpowiedział i w ciszy dokończyliśmy swoje porcje. Potem wróciliśmy na górę i zaczęliśmy pracę z rysunkami. Kiedy chłopak wieszał jeden z nich na ścianie zadzwonił mu telefon.
- Hej ... w domu ... z przyjaciółką ... ok, zaraz dam ci znać ... ok, cześć - mówił do komórki, a ja dalej rozwieszałam swoje prace. Kiedy skończył, odwrócił się w moją stronę.
- Dzwonił do mnie przyjaciel i pytał czy wieczorem nie wpadlibyśmy do klubu na drinka. To klub Jamie'go, którego poznałaś w barze. Podoba ci się ten pomysł ?
- Chętnie odpocznę od tych wszystkich okropnych dni. Ja tam mogę iść - powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam. Szatyn także się uśmiechnął i oddzwonił do przyjaciela, aby potwierdzić nasze przyjście. Dokończyliśmy rozwieszanie i zaczęliśmy się powoli szykować. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się w wyjściowe ciuchy. Miałam na sobie białe obcisłe rurki, czarny top z cekinami na ramiączkach i szpilki. Cieszyłam się, że mam w łazience wszystkie swoje kosmetyki i resztę potrzebnych mi rzeczy. Pomalowałam się, rozczesałam włosy, a następnie lekko je zakręciłam. Gotowa stanęłam przed lustrem i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Nie pamiętałam już, kiedy miałam na sobie szpilki i takie ubrania. Odkąd przeprowadziłam się z ojcem do LA, nie miałam z kim wychodzić. Teraz jest już inaczej. Z wielkim uśmiechem na twarzy zeszłam na dół, gdzie zobaczyłam gotowego już James'a. Miał na sobie czarne jeansy i przylegającą do niego koszulę. Wyglądał wspaniale. Gdy zeszłam już z ostatniego schodka chłopak obrócił się i mnie zobaczył. Stanął jak wryty i nie ruszał się przez chwilę. Jego oczy zrobiły się duże i błyszczące. 
- Wyglądasz przepięknie - powiedział, a ja poczułam ogromne rumieńce na swoich policzkach.
- Dziękuję - wymamrotałam i podeszłam bliżej.
- Skoro jesteś już gotowa to możemy jechać - oznajmił i wziął kluczyki z blatu w kuchni. Chłopak zamknął mieszkanie i weszliśmy do samochodu.

__________________________________________________________________
No to jest 6 rozdział ;D Mam nadzieję, że się spodobał i zostawicie
po sobie szczery komentarz :)

~ PatiRusher

niedziela, 8 czerwca 2014

Rozdział 5

Chłopak patrzył się na mnie wielkimi oczami i  z groźną miną. Muszę przyznać, że wyglądał przerażająco.
- Musisz iść i zgłosić to na policję - powiedział lekko ściszając głos widząc moją minę.
- Nic nie muszę i nic nie zgłoszę.
- Dlaczego ? Ten frajer musi zapłacić za swoje - oznajmił i usiadł obok mnie.
- Nie chcę nikomu o tym opowiadać. Jesteś jedyną osobą, która o tym wie i tak ma zostać. Ufam ci i dlatego ci się zwierzyłam - powiedziałam odwracając się w jego stronę. Chłopak pokiwał tylko głową i lekko się uśmiechnął słysząc, że mu ufam. 
- No to teraz wróćmy do sprawy z twoim ojcem.
- Jakiej sprawy ?
- Wiesz, że nie możesz dalej z nim mieszkać.
- To ciekawe gdzie mam spać. Nie mam tylu pieniędzy, żeby mieszkać w hotelu.
 Kto mówił coś o hotelu, zamieszkaj tutaj - powiedział szatyn pokazując ręką wokół siebie. 
- Chyba żartujesz. Po pierwsze nie znamy się, aż tak długo, a po drugie tutaj, też potrzebuję pieniędzy.
- Znamy się krótko, ale będziemy współlokatorami, a o pieniądze się nie martw. Nie musisz mi nic płacić, moja pensja wystarczy dla nas obojga.
-Nie mogę się na to zgodzić - powiedziałam odwracając się od niego i spuściłam wzrok na dywan. James zszedł z kanapy i kucnął obok mnie na podłodze.
- Proszę, nie możesz tam wrócić. Zobacz co ci się dzisiaj stało. Następnym razem może być gorzej, a nikt nie ma prawa cię bić. Błagam nie mieszkaj z nim. Martwię się o ciebie i nie chce, żeby działa ci się krzywda - na jego słowa po policzku zaczęła lecieć mi łza. Szatyn chciał mi ją otrzeć i podniósł dłoń do góry. Ja się jednak odsunęłam.
- Zapomniałam cię jeszcze przeprosić.
- Za co ?
- Za to, że omówiłam ci pocałunku. To nie dlatego, że nie chciałam. Po prostu od momentu kiedy ... sam wiesz co się wydarzyło, nie lubię kiedy ktoś mnie dotyka. Za każdym razem kiedy stykaliśmy się rękami drgałam właśnie dlatego.
- Nie przepraszaj mnie za to. Gdybym to wiedział nie próbowałbym niczego co sprawia ci nieprzyjemność - po jego słowach jeszcze bardziej zaczęłam płakać. Tak bardzo chciałabym, żeby było dobrze.
- Czemu płaczesz ? - spytał patrząc mi prosto w oczy.
- Bo chcę cię przytulić.
- To zrób to - oznajmił, a ja nie mogłam dłużej wytrzymać. Padłam na dywan i wtuliłam się w niego najmocniej jak mogłam. Szatyn odwzajemnił uścisk i bardzo długo mnie nie puszczał. Czułam się w jego ramionach bezpiecznie jak nigdzie indziej. Wiedziałam, że mogę mu ufać. W końcu puściłam go i siedzieliśmy na przeciwko siebie na podłodze. 
- To jak, zgodzisz się na moją propozycję ? - spytał, a ja pokiwałam głową.
- Mam jednak jedną uwagę. Nie będziesz nie utrzymywał. No może przynajmniej do wtedy kiedy znajdę pracę, a potem ci wszystko oddam.
- Niech ci będzie, ale bez tego oddawania. Uwierz dla mnie nie robi to żadnej różnicy - nie chciało mi się już z nim negocjować, więc się na to zgodziłam. 
- Już późno, chodź dam ci jakieś spodenki i koszulkę i położysz się spać - powiedział i pomógł mi wstać. Ciągle trzymając mnie za rękę poszedł do góry. Weszliśmy do jego sypialni. Była ogromna i bardzo ładna. Puścił moją dłoń i wszedł do dużej garderoby. Po kilku sekundach wyszedł z rzeczami, które dał mi do spania poprzedniego razu.
- Spokojnie wyprałem je - powiedział i razem się uśmiechnęliśmy.
- Dziękuję.
- Proszę bardzo. Wiesz jak dojść do swojego pokoju prawda ? - spytał, a ja pokiwałam głową i wyszłam. Skierowałam się do drugiej sypialni, a z niej do łazienki. Stanęłam przed lustrem i zobaczyłam swoje odbicie. Roztrzepane włosy, podkrążone od płaczu oczy, czerwony policzek i czerwony nos. Nie wyglądałam za cudownie. Weszłam do kabiny i wzięłam długi gorący kąpiel. Strumienie wody masowały moje bolące żebra i przez to nie chciało mi się wychodzić. Jednak po jakimś czasie odprężenia, zakręciłam wodę i powróciłam na ziemie. Przebrałam się w rzeczy James'a i wróciłam do sypialni. Chciało mi się strasznie pić, więc poszłam na dół, aby nalać sobie wody.  Usłyszałam, że w salonie włączony jest telewizor i domyśliłam się, że szatyn go ogląda. Weszłam do pokoju i zobaczyłam, że chłopak leży na kanapie i śpi. Pewnie trochę go zmęczyłam tym wszystkim. Wzięłam z fotela koc i przykryłam go nim. Następnie wyłączyłam telewizor i poszłam do kuchni nalać sobie wody. Zabrałam szklankę na górę do swojego pokoju i położyłam na stoliku przy łóżku. Spojrzałam na zegarek i sprawdziłam godzinę. Była już 1:50. Oczy same mi się zamykały, więc położyłam się i momentalnie zasnęłam. 
Rano wstałam cała obolała. Każdy ruch sprawiał mi odrobinę bólu, ale nie taki, żeby nie mogła chodzić. Poszłam do łazienki i przed ogromnym lustrem podniosłam do góry koszulkę. Otworzyłam szeroko oczy i ujrzałam na brzuchu ogromne siniaki. Nie sądziłam, że będzie tak źle. Kiedy dotknęłam żebra z bólu, aż zasyczałam. Nie wyglądało to zbyt dobrze. Musiałam jednak wytrzymać. Przebrałam się w swoje ubrania z poprzedniego dnia i uczesałam się grzebieniem znalezionym w szufladzie. Swoją "piżamę" wrzuciłam do kosza na brudne rzeczy i wyszłam z łazienki. Było już około 10:30, więc zeszłam na dół coś zjeść, bo umierałam z głodu. W kuchni przy blacie ujrzałam już James'a. 
- Myślałam, że będziesz jeszcze spał.
- No co ty, codziennie rano biegam, więc wstaję bardzo wcześnie. Mam nadzieję, ze lubisz omlet.
- Ja jem dosłownie wszystko.
- To bardzo dobrze, bo uwielbiam gotować, a teraz będę miał dla kogo - powiedział i szeroko się uśmiechnął. Postawił talerz ze śniadaniem przede mną i usiadł na krześle obok. Zaczęliśmy jeść i w między czasie rozmawialiśmy. Nagle poczułam, że coś drapie mnie po nodze. Spojrzałam w dół i ujrzałam Fox'a.
- Cześć psiaku - powiedziałam i dałam mu odrobinę omletu.
- Ej Fox, mam dla ciebie dobrą wiadomość. Ana będzie od dzisiaj z nami mieszkać - oznajmił, a pies szczeknął, tak jakby zrozumiał o co chodzi. Ja jednak zupełnie o tym zapomniałam i na trochę się zawiesiłam.
- Wszystko w porządku ? - spytał wstając, aby odnieść talerz do zmywarki.
- Tak, tylko jeśli mam tutaj zamieszkać, to muszę jechać do siebie i zabrać swoje wszystkie rzeczy, a nie wiem czy to będzie takie łatwe z ojcem i tą rudą małpą w domu.
- Nie martw się pójdę tam z tobą i ci pomogę, żeby było szybciej. Gdyby coś się działo to, też pomogę.
- Dziękuję, jeśli nie masz nic przeciwko to moglibyśmy zrobić to teraz.
- Ok, to bierzemy auto i jedziemy - oznajmił z uśmiechem i wziął do ręki kluczyki. Weszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do mojego mieszkania. Zaparkowaliśmy samochód tuż pod domem, żeby łatwiej było zanosić kartony. Stanęłam przed drzwiami razem z chłopakiem i wzięłam głęboki wdech. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego.
- Wszystko będzie dobrze, jak coś to jestem obok ciebie - powiedział i szeroko się uśmiechnął uwalniając swoje białe zęby. Podziałały na mnie magicznie i strach całkowicie minął. Wiedziałam, że gdyby coś się działo to James mi pomoże. Jeszcze raz wzięłam głęboki wdech i podniosłam rękę, aby otworzyć drzwi.

___________________________________________________________
Bardzo się cieszę, że piszecie pod postami  szczere komentarze 
i dzięki jednemu z poprzedniego rozdziału chciałabym was przeprosić :
1. Za to, że na końcu zdana przed znakiem zapytania czy wykrzyknikiem daje spację, bo może
niektórym to przeszkadzać, ale od zawsze tak piszę i po prostu inaczej nie umiem. Wiem, że jest 
to błąd, ale ta spacja jakby sama z przyzwyczajenia mi się wciska i ogólnie dla mnie wygląda
to estetyczniej, a ja czasami mam manie na punkcie takich rzeczy ;)
( to takie coś jak idealnie pościelone łóżko bez żadnego zagniecenia xD )
2. Za to, że piszę "brunet", a jest to osoba mająca czarne włosy, a nie brązowe tak jak James.
Czyli teraz bd pisać "szatyn". Nigdy tego nie ogarniałam, więc mi nie wyszło xD
3. Za to, że czasami powtarzam wyrazy, ale to się każdemu może zdarzyć ;)
Wydaję mi się, ze to jak na razie wszystko i przepraszam, że trochę tych błędów narobiłam ;D 
Widzę, że się nieźle rozpisałam xD Jeśli macie jeszcze jakieś uwagi to piszcie
i mam nadzieję, że nie macie mi za złe tych  :)
+ Dziękuję Pauli za jej komentarz, który mi to wszystko pokazał :)

~ PatiRusher

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 4

Dokończyłam już swoje danie i dalej nie wierzyłam, że to jest randka. Wstałam od stołu, żeby zanieść talerz do zlewu, ale kiedy chciałam go podnieść brunet wyciągnął po niego rękę i go wziął.
- Chyba żartujesz, że będziesz go odnosiła - powiedział i się uśmiechnął. - Możesz wybrać jakiś film na dzisiaj. Obok telewizora jest cała szafka z płytami. - dodał, a ja poszłam do salonu. Zauważyłam szafkę i usiadłam na ziemi. Przeglądałam pudełka i zauważyłam, że ma bardzo dużo filmów.
- Czego się napijesz ? - spytał chłopak wychylając głowę zza krótkiej ściany, która oddzielała kuchnie od salonu.
- Wystarczy jakiś sok. Pasuje ci komedia romantyczna ? - spytałam pokazując mu co wybrałam.
- Jasne. Wszystko co wybierzesz z tej szafki będzie mi pasowało. - odpowiedział i zniknął za ścianą. Ja wstałam z podłogi i usiadłam na kanapę z płytą w rękach. James przyszedł i położył na stoliku dwie szklanki i jakieś żelki. Dziwne się złożyło, ale akurat mam obsesje na punkcie żelek.
- To co mogę włączać ? - spytał z tym swoim uśmiechem. Ja pokiwałam głową i wręczyłam mu płytę. Chłopak włączył film i usiadł obok mnie biorąc miskę z żelkami.
- Lubisz ? - spytał podnosząc jednego.
- Kocham. - odpowiedziałam i wzięłam jakiegoś z miseczki. Film był bardzo fajny i czasami się się śmialiśmy. W jednym momencie sięgnęliśmy do miski w tym samym momencie i dotknęliśmy się dłońmi. James poczuł, że się wzdrygnęłam i szybko zabrał rękę. Nie powiedziałam mu o tym co mi się wydarzyło tej nocy, gdy zabrał mnie do siebie na przenocowanie. Od tamtego wydarzenia nie lubię jak ktoś mnie dotyka. On jednak o tym nie wie. Kiedy film się skończył było około 22:00. Postanowiliśmy wyjść już i nie śpiesząc się iść do mojego mieszkania. Pożegnałam się z Fox'em i poszliśmy. Szliśmy bardzo wolno i rozmawialiśmy. Mogłabym gadać z nim przez cały czas. Kiedy doszliśmy do mojego domu żałowałam, że to nie dalej. Stanęłam na jednym z dwóch schodków i odwróciłam się, aby pożegnać się z chłopakiem.
- No to jesteś nawet przed czasem. Patrz jaki jestem odpowiedzialny. Mam nadzieję, że się niedługo spotkamy. - powiedział i stanął odrobinę bliżej mnie. Dzięki schodkowi byłam tylko odrobinę niższa od niego.
- Ja też mam taką nadzieję. - odpowiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam. Nagle chłopak pochylił się lekko. Ja jednak widząc, że jego usta są blisko moich, odwróciłam głowę na bok.
- Wybacz. - powiedział brunet ze smutną miną. - Lepiej jak już pójdę, do zobaczenia. - dodał, ale ja już nic nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam co. Gdy byłam już pewna, że jest daleko usiadłam na schodach. Chciał mnie pocałować, a ja mu odmówiłam. Nie dlatego, że nie chcę. Chciałabym i to bardzo, ale nie mogę. Po tym co się stało po prostu nie mogę. Wstałam po jakiś 10 minutach i weszłam do mieszkania. W salonie nikogo nie było. Poszłam do swojego pokoju i zobaczyłam jak Grace wyciąga z szafki jedną z moich piżam.
- Co tu się dzieję ? - spytałam nie wiedząc co ona tu robi.
- Zostaję dzisiaj na noc i twój tato pozwolił mi spać w tym pokoju i wziąć coś twojego do spania. - odpowiedziała. Widziałam, że była już pijana.
- Chyba sobie żartujesz, że będziesz spała w moim pokoju. Wyjdź stąd.
- Coś się stało ? - spytał nagle ojciec wchodząc do pokoju.
- Czy ona nie może spać u ciebie ?
- Mam pojedyncze łóżko, więc będzie spać tutaj.
- Jest jeszcze kanapa w salonie, a to jest mój pokój !
- Nie dyskutuj, śpi tutaj i już. - odpowiedział i wyszedł z pokoju. Zostałam z rudowłosą kobietą sama. Chyba nie sądzi, że pozwolę jej tutaj spać. Niech idziesz na kanapę.
- Odłóż tę piżamę i wyjdź z mojego pokoju !
- Uspokój się mała. Długo i tak tu nie pomieszkasz. Jak się wprowadzę to stąd wypadniesz. - odpowiedziała z głupim uśmiechem.
- Chyba coś ci się pomyliło. Wynocha z mojego pokoju. Nie będziesz mi mówić co mam robić. - krzyknęłam i zabrałam jej z rąk moje rzeczy. Nagle poczułam mocny strzał w twarz. Zakręciło mi się w głowie i się przewróciłam.
- Oczywiście, że będę ci mówiła co masz robić. Nie będzie mi taka gówniara pyskować. - powiedziała i kopnęła mnie kilka razy. Zabrała z ziemi piżamę i wyszła z pokoju. Ja kuliłam się z bólu i leżałam na dywanie. Nie mogłam tutaj zostać, więc jakoś wstałam i szybko wyszłam z mieszkania. Na biodrze miałam dalej torbę, bo nie zdążyłam jej nawet zdjąć. Kręciło mi się jeszcze w głowie, bolał mnie brzuch i z nosa leciała mi krew. Nie wiedziałam gdzie mam iść. Po tym jak James chciał mnie pocałować, a ja odmówiła pewnie nie będzie chciał mnie widzieć. Jednak nie miałam innego wyboru i zaczęłam biec w stronę jego domu. Mimo bólu udało mi się szybko dobiec na miejsce. Zapukałam do jego drzwi i otworzył mi brunet ubrany w  dresy i bluzkę na ramiączkach.
- Co ci się stało ? - spytał patrząc na mnie wielkimi oczami.
- Wiem, że pewnie nie chcesz mnie teraz widzieć, ale czy mogę wejść ? - spytałam licząc, że się zgodzi.
- Wchodź i to szybko. - Zrobiłam to co powiedział. - Usiądź na kanapę, zaraz cię opatrzę. - dodał i poszedł do kuchni. Usiadłam na sofie i po chwili chłopak zrobił to samo. Siedzieliśmy w tej samej pozycji co poprzednio, kiedy mnie opatrywał W milczeniu zatamował mi krew z nosa i dał jakąś tabletkę.
- Dziękuję. - powiedziałam biorąc łyk wody.
- Powiesz mi teraz co się stało ? - spytał. Ja milczałam nie wiedząc od czego zacząć. - Opatruję cię już drugi raz. Teraz już się znamy, wiec możesz mi wszystko opowiedzieć. Proszę, chcę wiedzieć co się dzieję w twoim życiu. - dodał wpatrując mi się prosto w oczy. Postanowiłam, że opowiem mu o wszystkim. Jest jedyną mi osobą, której mogę się zwierzyć i wiem, że mnie wysłucha mimo, że znamy się tylko kilka dni. Wzięłam duży, głęboki oddech i zaczęłam mówić. Najpierw opowiedziałam o tym jak przeprowadziłam się do LA i jak mój tato zaczął pić. O tym, że mnie bije i to dlatego miałam na rękach siniaki. To co wydarzyło się teraz czyli, że pobiła mnie ta ruda małpa. Brunet słuchał w spokoju nie przerywając mi ani razu. Kiedy skończyłam milczał i chyba próbował wszystko przetrawić. Potem stwierdził, że to co dzieje się u mnie w domu jest po prostu niedopuszczalne i nikt nie ma prawa mnie bić. Jednak nie rozumie, że nic na to nie poradzę. Tak jest i już.
- A wtedy, gdy znalazłem cię na ławce ? Co się wtedy stało ? Miałaś rozwaloną brew i nie byłaś w zbyt dobrym stanie. - oznajmił poprawiając się na kanapie. Ponownie wzięłam głęboki wdech i postanowiłam wreszcie to z siebie wydusić.
- Tej nocy ... zostałam zgwałcona. - powiedziałam cichym głosem.
- Co ?! - krzyknął James wstając z sofy jak oparzony.

_________________________________________________________________
Nawet nie wiece jak fajnie pisze mi się tego bloga ;D Mam strasznego powera xD
Jak już się dorwę to piszę i piszę :D Mam nadzieję, że czyta wam się tak 
samo dobrze jak mi się go piszę :)
Liczę na szczere komentarze i że rozdział się podobał ;)

~PatiRusher

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 3

 Zza moich pleców wyłonił się brunet z lekkim zarostem i przywitał się z Jamesem.
- Sory, że nie mogłem iść dzisiaj z wami na siłownie, ale miałem rano ważną sesje. - oznajmił chłopakowi, a potem spojrzał w moją stronę i lekko się uśmiechnął. - Widzę, że przyszedłeś z dziewczyną, nic nam nie mówiłeś. Jestem Jamie, miło mi. - powiedział i podał mi rękę.
- Anabell, mi również miło, ale nie jestem jego dziewczyną. - odpowiedziałam i spojrzałam na Jamesa, ale on nie patrzył na mnie w tym momencie.
- No to nie będę wam przeszkadzał. James, idziesz dzisiaj do klubu ? Razem z Loganem spotykamy się tam dzisiaj o 20. Co ty na to ? - spytał chłopaka.
- W sumie czemu nie. Jeśli nie będę miał nic do roboty, to mogę wpaść. - odpowiedział z uśmiechem. Jamie pożegnał się z nami i wyszedł z baru. Muszę przyznać, że jest bardzo przystojny.
- Czasami można za nim nie nadążyć. - oznajmił brunet śmiejąc się. W tym właśnie momencie kelnerka przyniosła nam nasze jedzenie. Zaczęliśmy jeść i czas bardzo szybko nam minął. Wyszliśmy z baru i skierowaliśmy się w stronę mojego domu. Wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie jakaś dziewczyna, która przypadkiem mnie szturchnęła i przez, którą wylałam na Jamesa koktajl, który kupiłam wychodząć.
- Mój boże, wybacz mi. To było niechcący. Akurat kiedy już doszliśmy do mojego domu. - powiedziałam spanikowana.
- Nic się nie stało. Przecież to nie twoja wina.
- Jak to nie. Może wejdziesz do mnie i ci ją przemyję. - oznajmiłam, a chłopak pokiwał głową. - Tylko wybacz, jeśli w mieszkaniu nie będzie za pięknie wyglądało. Mieszkam z ojcem i ... - powiedziałam urywajać zdanie.
- Jasne, rozumiem. Chodźmy. - oznajmił i szeroko się uśmiechnął. Znowu te jego białe zęby. Tak na mnie działają, że nogi się pode mna uginają. Otworzyłam drzwi kluczem i weszliśmy do środka. Nawet nie było tak źle. Ojciec spał na kanapie z włączonym telewizorem, a w domu było nawet czysto. Przez chwilę pomyślałam, że posprzątał, ale jakoś nie mogłam w to uwierzyć. Stwierdziłam, że potem się nad tym zastanowie. Wzięłam bruneta za ramię i pociągnęłam do swojego pokoju.
- Możesz zdjąć koszulkę ? Szybko ją przepiorę i dam do suszenia. Jeśli chcesz moge ci coś dać, chociaż będzie trudno zmieścić ci się w coś mojego. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Nie musisz mi nic dawać. Przecież jest gorąco. - odpowiedział, zdjął z siebie koszulkę i wyciągnął rękę, żeby mi ją podać. - Proszę. - dodał, a ja stałam jak wryta. Kiedy ujrzałam jego idealnie wyrzeźbione ciało, aż zaschło mi w gardle. Nie wiedziałam gdzie mam patrzeć. Gdybym mogła to zaczęłabym się ślinić.
Wszystko ok ? - spytał podchodząc bliżej mnie. Zauważyłam, że znowu wstrzymuję oddech. Szybko wzięłam od niego T-shirt.
- Jasne, usiądź sobie, a ja zaraz wrócę. - powiedziałam i szybkim krokiem wyszłam z pokoju. Zamiast zabrać sie za pranie, stanęłam przed lustrem i ujrzałam na policzkach ogromne rumieńce. Było mi gorąco jak w piekle. Przemyłam twarz zimną wodą i zabrałam się za czyszczenie koszulki. Dałam ją do wysuszenia i wróciłam do pokoju. James stał tyłem do mnie i oglądał moje rysunki wiszące na ścianie. Z tyłu też wyglądał idealnie. Jak to możliwe, że tak na mnie działał. Chyba serio się w nim zakochałam, a to nie najlepiej. Nie chcę mieć złamanego serca, a dobrze wiem, że z nim nie będę. Może myśli, że potrzebuje pomocy i dlatego jest dla mnie taki miły. Chłopak chyba wyczuł moją obecność i obrócił się.
- Świetnie rysujesz. Naprawdę jesteś niesamowita. - powiedział uśmiechając się.
- Uwielbiam to robić i chyba mi to wychodzi.
- Nawet nie chyba. Jamie jest fotografem, więc byłby zachwycony twoimi rysunkami. - oznajmił i zaczął przechadzać się po pokoju oglądając resztę. Ja usiadłam na łóżku i przyglądałam się mu. Jak można mieć aż tak idealne ciało.
- Dużo ćwiczysz ? - spytałam, tak jakby nie było tego widać.
- Dosyć dużo. Codziennie staram się biegać i przynajmniej 3 razy w tygodniu chodzę na siłownie. - odpowiedział i usiadł obok mnie. Dalej był bez koszuli. Teraz jeszcze bliżej niż wcześniej.
- Uroczo wyglądasz z tymi rumieńcami na policzkach. Tylko jeden jest bardziej czerwony. Co sobie na prawdę zrobiłaś ?
- Mówiłam, że to był mały wypadek. Uderzyłam się drzwiami. Twoja koszulka powinna być już sucha, zaraz ja przyniosę. - powiedziałam i po nią poszłam. Po minucie wróciłam i oddałam ją chłopakowi.
- Dziękuje, jest jak nowa. - oznajmił i szeroko się uśmiechnął. - Co dzisiaj robisz ? Może wybrałabyś się ze mną do klubu mojego przyjaciela. Jamie jest właśnie właścicielem jednego.
- Chętnie bym poszła, ale u mnie z późnymi powrotami nie jest za dobrze. Wole nie narażać się ojcu. Przykro mi. - odpowiedziałam ze smutkiem.
- To może zamiast tego przyszłabyś do mnie na jakiś film. Potem cię odprowadzę i się nie spóźnisz. Co ty na to ? - spytał, głosem oczekującym na to, że się zgodzę.
- Nie wolisz spotkać się z przyjaciółmi ?
- Ich mam każdego dnia. Dobrze im zrobi jak trochę za mną potęsknią. - powiedział śmiejąc się, a ja razem z nim. - To co, jesteśmy umówieni ?
- No dobrze. Pasuje ci na 19 ? - spytałam, a on pokiwał głową. Było już około 16, więc chłopak postanowił wracać do domu. Odprowadziłam go do drzwi i wyszedł. Ja poszłam do kuchni napić się wody. Tutaj też było czysto, a w lodówce było więcej jedzenia. Wiedziałam, że ojciec ma jakieś pieniądze, bo w końcu za co pije. Tylko dalej nie wiedziałam co się dzieję. Usłyszałam, że ojciec się obudził i przyszedł do kuchni. Napił się czegoś i poszedł do łazienki. Wrócił po jakiś 20 min. i myślałam, że coś mi się przewidziało. Stał przede mną przebrany, ogolony i chyba nawet użył jakiś perfum. Stałam przed nim jak wryta.
- Co się tak gapisz ? Nie masz lepszych zajęć. - odezwał się i zeszłam na ziemie, bo wcale się nie zmienił. Dalej wredny. Chciałabym, żeby był taki jak kiedyś. Miły, zabawny i zawsze mi pomagający. To chyba jednak nigdy nie wróci. Wzięłam z koszyka jabłko i poszłam do swojego pokoju. Nie miałam zamiaru się z nim teraz kłócić. Siedziałam na łóżku i przeglądałam internet na telefonie, kiedy ktoś zadzwonił dzwonkiem. Szybkim krokiem ruszyłam do drzwi, aby je otworzyć. Widziałam, że ojciec chciał to zrobić, ale za późno wyszedł z łazienki. Kiedy nacisnęłam klamkę, przede mną pojawiła się kobieta mojego wzrostu, z lekko kręconymi rudymi włosami.
- Cześć mała, jest tatuś ? - spytała, a ja nie wiedziałam co jej odpowiedzieć. "mała", "tatuś" - na te słowa chciało mi się śmiać, ale nie mogłam, bo byłam w za dużym szoku, że ktoś do nas przyszedł.
- Co stoisz jak krowa na łące, może byś wpuściła Grace. - powiedział głośnym głosem ojciec, a ja aż podskoczyłam. Przesunęłam się i kobieta weszła do środka. Czy oni mają randkę. Jakim cudem ktoś chce się z spotykać z tym człowiekiem. Chyba, że jest wredny tylko dla mnie, co nawet zauważyłam. Nie chciałam na to patrzeć, więc wróciłam do swojego pokoju. Siedziałam tak do 18:30 i postanowiłam powoli iść już do Jamesa. Kiedy mijałam salon zauważyłam jak ojciec siedzi razem z Grace. Do zabawy wszedł już alkohol i to nawet dużo. Domyślam się, że ona jest podobna do niego i jak wrócę to będzie jak zawsze.
- Wychodzisz gdzieś ? - spytał ojciec widząc, że otwieram drzwi.
- Tak, wrócę po 22. - oznajmiłam i wyszłam nie słysząc co jeszcze do mnie mówi. Na dworze odrobinę wiało i wyglądało jakby miało potem padać. Szłam sobie spacerkiem i doszłam do chłopaka w 20 min. Zapukałam do drzwi i przede mną pojawił się brunet w koszuli.
- O jesteś trochę wcześniej, zaraz dokończę kolację, wchodź. - powiedział i zaprosił mnie do środka.
- Kolacja ? Myślałam, że będziemy oglądać film.
- Będziemy, ale przecież nie będziesz siedziała głodna. Zaraz kończę, usiądź sobie. - powiedział i podszedł do kuchenki. Minęło jakieś 10 min. i chłopak postawił przede mną talerz ze Spaghetti. Wyglądało i pachniało cudownie. Widać, że potrafi gotować.
- No to smacznego. - powiedział i się uśmiechnął.
- Dziękuję i wzajemnie. - odpowiedziałam i zaczęliśmy jeść. Było wyśmienite. Mógłby gotować dla mnie codziennie. Zaczęłam śmiać się sama do siebie, a brunet patrzył się na mnie z dziwną miną i po chwili też zaczął się śmiać. Jedliśmy tak w milczeniu i w jakimś momencie zorientowałam się co jest grane. To wyglądało na randkę. Tak, jestem na randce i to na dodatek z Jamesem.


____________________________________________________________
Jest 3 rozdzialik :) Dużo się nie działo, ale mam nadzieję,
 że się spodobało :)

~ PatiRusher

czwartek, 15 maja 2014

Rozdział 2

Kiedy się obudziłam było przed 8. Pomyślałam, że James jeszcze śpi i mogę iść nalać sobie coś do picia. Nie przebierając się z rzeczy, które mi dał zeszłam na dół i wyciągnęłam z lodówki sok pomarańczowy. Kiedy napełniłam nim szklankę usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. W kuchni pojawił się właśnie brunet, u którego nocowałam. Był w koszulce na ramiączkach i trzymał na rękach małego psa.
- Chciało mi się pić i zeszłam na dół po jakiś sok. - powiedziałam unosząc lekko szklankę do góry.
- Ok, nie musisz mi się ze wszystkiego spowiadać, czuj się jak u siebie w domu - powiedział z uśmiechem chłopak i puścił psiaka na podłogę. Mały podbiegł do mnie i zaczął na mnie skakać. Był bardzo ładny. Tylko nie pamiętałam jak nazywa się ta rasa. Pogłaskałam go po głowie i popatrzyłam na Jamesa, który stał w miejscu. Zauważyłam, że przygląda się moim ręką, a po tym przypomniało mi się, że nie mam na sobie bluzy tyko T-shirt na krótki rękaw. Kiedy chłopak dostrzegł, że widzę jak mi się przygląda, odrobinę speszony natychmiast przestał.
- Idę wziąć prysznic. - powiedział i skierował się w stronę schodów, ale na jednym ze stopni się zatrzymał. - Pies ma na imię Fox. - dodał i pobiegł na górę. Pewnie wiedział, że nie chcę o niczym rozmawiać. Chociaż to co mam na rękach nie jest po wczorajszym wydarzeniu, ale on o tym nie wie. Kiedy zostałam na dole sama, wypiłam sok do końca, przemyłam szklankę i poszłam do góry. Kiedy zaścieliłam łóżko, poszłam sprawdzić czy łazienka jest już wolna. Tak właśnie było i w środku nikt się nie znajdował. Nie widać nawet, aby była używana i domyśliłam się, że chłopak ma własną łazienkę, a ta jest dla gości. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Nie miałam żadnych świeżych ubrań, więc musiałam wziąć wczorajsze. Gotowa wzięłam z sypialni torbę i zeszłam na dół, gdzie w kuchni spotkałam Jamesa.
- Głodna ? Właśnie robię naleśniki.
- Nie dziękuję i będę się chyba zbierała do domu.
- Co ? No co ty, bez śniadania cię nie wypuszczę. Siadaj, zjedz, a potem cię odwiozę. - powiedział i podrzucił naleśnikiem do góry. Szczerze mówiąc to byłam głodna jak wilk i stwierdziłam, że zostanę. Zresztą nie chciałam się sprzeciwiać, bo robi to dla mnie z dobroci.
- Może ci pomogę ? - zaproponowałam i stanęłam obok niego.
- Jeśli tak bardo chcesz to możesz wyciągnąć talerze. - powiedział wskazując na jedną z szafek kuchennych. Wyłożyłam je na stół i stwierdziłam, ze naleje nam też soku. Akurat kiedy skończyłam, chłopak nałożył nam śniadanie na talerze. Naleśniki pachniały cudownie i razem usiedliśmy do talerzy. Kiedy zerkałam na bruneta podczas jedzenia, on ciągle się do mnie uśmiechał. Wyglądał uroczo i muszę przyznać, że mi się spodobał. No, ale nie ma co sobie robić nadziei, bo co on mógł by widzie w takiej dziewczynie jak ja. Przygarnął mnie na noc, bo stwierdził, że potrzebuję pomocy i pewnie myśli, ze jestem z jakiejś patologicznej rodziny i na dodatek, że zarabiam w pewien niestosowny sposób. Przez to myślenie odechciało mi się tutaj siedzieć i robić z siebie jakiejś sieroty, która nie może sobie sama poradzić. Odłożyłam pusty talerz i  szklankę do zlewu i wzięłam torbę z krzesła.
- Dziękuję za wszystko, ale będę już szła. Nie musisz mnie odwozić.
- Czekaj, co będziesz szła skoro dla mnie to nic takiego, żeby cię podwieźć. - powiedział i zabierając z małego haczyka kluczyki otworzył mi drzwi wejściowe.
- No dobrze. - powiedziałam cicho i wyszłam.
- Fox, wychodzę z domu, a ty bądź grzeczny i nie rób dzikich imprez. - powiedział chłopak głaszcząc psa stojącego pod drzwiami, a ja się zaśmiałam. Z drzwiami od auta brunet zrobił to samo co z poprzednimi i weszłam do środka. Ruszyliśmy i wjechaliśmy na ruchliwą ulicę. Podałam chłopakowi swój adres, a on wpisał go w telefon, aby wiedzieć jak tam dojechać.
- Masz bardzo ładnego psa. Jaka to rasa ? - spytałam podczas jazdy.
- To Alaskan Klee Kai, ja ale traktuje go jak swoje dziecko. Mój mały synek. - powiedział i zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
- Masz bardzo ładny uśmiech, powinnaś uśmiechać się o wiele częściej. - oznajmił, a ja poczułam, że na policzki wpełznął mi rumieniec i lekko się do niego uśmiechnęłam. Zastanawiam się czy jest po prostu, aż taki miły i chcę mi sprawić przyjemność, czy mówi to, bo na prawdę tak uważa. Zresztą co to za różnica, skoro nigdy więcej się nie spotkamy. Odstawi mnie do domu i zapomni, że w ogóle istnieję. Reszta naszej drogi minęła w milczeniu. Kiedy dojechaliśmy na miejsce nadszedł czas, abym wyszła. Z jednej strony nie chciałam tego robić, bo kto chciałby iść od takiego domu. Jednak z drugiej, nie mogłam zostać w tym aucie na zawsze.
- To tutaj ? - spytał chłopak spoglądając na mnie, a ja lekko pokiwałam głową. - To czemu nie wychodzisz ?
- Już idę, wybacz, że tak długo siedzę. - odpowiedziałam i zaczęłam  jak najszybciej odpinać pasy.
- Nie, to ty mi wybacz, wcale nie chciałem cię wygo... - nie usłyszałam reszty, bo zdążyłam już zatrzasnąć drzwi samochodu. Wyjęłam z torby kluczę i weszłam do mieszkania, nie odwracając się, chociaż wiedziałam, że brunet dalej stoi pod jej domem z włączonym silnikiem. Wchodząc poczułam okropny odór alkoholu. Zajrzałam do salonu i zauważyłam śpiącego na fotelu ojca, który trzymał w ręku butelkę. Ucieszyłam się, że tak właśnie go zastałam, bo będę mogła powiedzieć, że wróciłam poprzedniego wieczora. Poszłam do swojego pokoju, zastanawiając się co będę dzisiaj robiła. Dalej pamiętałam to co wydarzyło się poprzedniej nocy, ale próbowałam usunąć to ze swojej pamięci. Stwierdziłam, że odrobinę się zdrzemnę i położyłam się do łóżka.
Kiedy się obudziłam była pora obiadu, więc postanowiłam coś zjeść. Poszłam do kuchni, gdzie stał ojciec i pił wodę.
- A ty gdzie się szlajałaś całą noc ? - spytał ocierając wodę ściekającą mu po brodzie.
- Nigdzie. Przecież wróciłam wieczorem do domu, nie pamiętasz ? - próbowałam mówić, tak aby nie wyczuł, że kłamię.
- Nie kojarzę żebyś wracała, ale może zasnąłem na chwilę. Lepiej kupiłabyś coś do jedzenia, bo nic nie mamy ! - krzyknął.
- Ciekawe za co, skoro nie chce ci się iść do pracy ! Myślisz, że je produkuję !
- Nie odzywaj się tak do mnie gówniaro ! - wykrzyczał uderzając mnie w policzek. - Dobrze wiem, że masz swoje pieniądze, które kiedyś odkładałaś. Lepiej idź już i kup jedzenie, abo znowu dostaniesz. - Pobiegłam do swojego pokoju po torbę i wybiegłam z mieszkania. Biegłam jak najszybciej, chociaż wiedziałam, że nikt mnie nie goni. Udało mi się szybko dotrzeć do pobliskiego parku i usiadłam na ławce. Od jakiegoś czasu często tu przychodzę. Wczoraj właśnie byłam w tym miejscu, kiedy ten facet mnie zaciągnął. Teraz na szczęście było jasno i bezpiecznie. Było już po 16 i postanowiłam iść do dużego baru, który znajdował się niedaleko, i który ostatnio odnalazłam. Dotarłam do niego dosyć szybko i zajęłam wolny stolik. Zamówiłam  zapiekankę i wyjęłam telefon, aby skorzystać z internetu. Spędziłam tu czas do samego wieczora. Jest tutaj bardzo miłą obsługa, która dobrze mnie już zna. Około 20 postanowiłam wracać do domu, ale musiałam jeszcze kupić coś do jedzenia. Już boję się pomyśleć, co by się stało, gdybym wróciła z pustymi rękami. Zaszłam więc do małego sklepu i kupiłam trochę jedzenia. Kiedy byłam już w mieszkaniu, włożyłam wszystko do lodówki i poszłam do swojego pokoju. Kompletnie nic mi się nie chciało i po prostu położyłam się do łóżka.
Rano obudziłam się dosyć wcześnie, więc wzięłam szybko prysznic, zjadłam śniadanie i wyszłam z mieszkania, aby nie spotkać ojca. Kiedy wyszłam poczułam chłodne powietrze ranka i dopiero teraz zauważyłam jak szczypie mnie spuchnięty policzek. Zabrałam zesobą  bloki i poszłam do parku. Wyjęłam je tam, zresztą jak i ołówki i usiadłam na ławce. Było jeszcze wcześnie, więc park był pusty. Czasami było jednak widać kogoś spacerującego z psem. Otworzyłam blok i zastanawiając się co narysować, przypomniał mi się James. Te jego piękne oczy wpatrujące się prosto w moje, idealnie wykrojone usta, średniej wielkości nos, kilkudniowy zarost na brodzie i odrobinę przydługa grzywka zaczesana do góry. Wyobrażając sobie jego twarz poczułam, że robi mi się miło. Wzięłam ołówek do ręki i zaczęłam rysować. Oczy, usta i cała reszta. Kiedy dokańczałam cienie zorientowałam się, że siedzę tutaj już z jakieś półtora godziny. Nie przeszkadzało mi to jednak i wróciłam do rysowania. Po jakiś 5 minutach ktoś mi przerwał.
- Cześć ! - usłyszałam znajomy głos i wychyliłam głowę zza kartki. Ujrzałam wysokiego bruneta uśmiechającego się od ucha do ucha.
- Cześć James, co ty tutaj robisz ? - spytałam nie wierząc, że znowu go widzę.
- Byłem z przyjacielem na siłowni. Mieszka niedaleko stąd. To bardzo blisko twojego domu. - oznajmił znowu się uśmiechając, a mi zaparło dech w piersiach widząc jego idealne białe zęby. - Co ci się stało w policzek ? - spytał wskazując na niego palcem i usiadł obok mnie na ławce. W tej chwili przypomniało mi się właśnie, że trzymam na kolanach ogromną kartę z jego twarzą, którą sama narysowałam. Szybko zamknęłam blok i nerwowo spojrzałam na chłopaka.
- Rysujesz ? Czemu ukrywasz przede mną swoje dzieła ? Na pewno są wspaniałe. - powiedział brunet zabierając blok z moich kolan. Otworzył go, a ja myślałam, że zapadnę się pod ziemię.
 - Hmm... bardzo mi się podoba. Widzę, że muszę mieć ciekawą twarz, skoro miałaś zaszczyt mnie narysować. - oznajmił, a ja patrzyłam przed siebie, czując na policzkach ogromne rumieńce i przygryzając dolną wargę z nerwów. - Może następny będzie mój profil ? Tylko nie wiem, który jest lepszy. Może ty zdecydujesz ? - zapytał, a ja odwróciłam głowę w jego stronę. Chłopak obracał się na dwie strony robiąc przy tym wiele dziwnych min. Zaczęłam się cicho śmiać, a on razem ze mną.
- Cieszę się, że udało mi się ciebie rozśmieszyć. Na prawdę bardzo mi się to podoba. Myślisz, że mogłabyś narysować dla mnie jeszcze jeden taki albo zrobić kopie ?
- Myślę, że możesz zabrać sobie ten.
- Naprawdę ? Przecież to oryginał, lepiej jak dostanę kopie.
- Nie. Weź go sobie. Niech to będzie prezent za to, że mi pomogłeś. - powiedziałam wyrywając kartkę z bloku i wręczając ją chłopakowi.
- Bardzo dziękuję. - powiedział i z uśmiechem przyglądał się swojej podobiźnie. - To powiesz mi teraz co stało się z twoim policzkiem ?
- Mały wypadek, nic wielkiego. - oznajmiłam. - Chyba będę się zbierała.
- Tak szybko ? Może moglibyśmy się razem gdzieś przejść, albo zjeść razem obiad.
- No nie wiem.
- Proszę. - powiedział przechylając głowę na bok. Wyglądał tak uroczo, że nie mogłam mu odmówić.
- No dobrze, zgadzam się. Możemy się przejść, a potem zjemy razem obiad.
- Widzę, ze udało mi się namówić na dwie rzeczy. Chodźmy na chwilę do mnie, przebiorę się i możemy iść. - oznajmił brunet i ruszyliśmy do niego. Prowadził mnie przez jakieś skróty i okazało się, że jego dom jest nawet blisko mojego. Autem jest o wiele dłuższa droga. Weszliśmy do jego mieszkania i tym razem na powitanie przywitał mnie mały piesek. Zaczęłam go głaskać, a chłopak poszedł na górę się przebrać. Ułożyłam się wygodnie na podłodze i zaczęłam bawić się z psiakiem. Był bardzo słodki. Kiedy James był już gotowy, zszedł na dół.
- Widzę Fox, że moja koleżanką cię polubiła. - powiedział i usiadł obok mnie. Zaczął głaskać psa i przez chwilę razem się z nim bawiliśmy
- Dobra, pora już iść. Nie martw się Fox, może Ana nas jeszcze kiedyś odwiedzi. - powiedział i wstał. Kiedy usłyszałam Ana, poczułam się jakbym była znowu przez kogoś lubiana. Mówili tak do mnie kiedyś moi przyjaciele i rodzice. Teraz już w ogóle nie słyszę tego zdrobnienia. Zrobiło mi się bardzo miło, kiedy je usłyszałam. Razem wyszliśmy z mieszkania i ruszyliśmy spacerkiem w stronę miasta. Na początku rozmawialiśmy o tym, że świetnie rysuję, a potem o tym co on lubi robić. Dowiedziałam się, że uwielbia śpiewać i nawet wrzuca filmiki z coverami i swoimi piosenkami do internetu. Obiecałam mu, że na pewno je zobaczę. Spacerowaliśmy tak dłuższy czas, aż stwierdziliśmy, że pójdziemy coś zjeść.
- Znam świetny bar, który jest niedaleko. Możemy do niego pójść. - powiedział i poprowadził mnie na miejsce. Okazało się, że to ten sam bar, w którym byłam wczoraj.
- Kiedyś przychodziłem tu prawie codziennie z przyjaciółmi, ale od jakiś 2 tygodni nie mamy za dużo czasu.
- To bardzo zabawne, bo ja właśnie 2 tygodnie temu znalazłam ten bar i przychodzę tutaj bardzo często.
 - Może gdybyś odnalazła go wcześniej, to nasza znajomość szybciej by się zaczęła. - oznajmił i usiedliśmy przy stoliku. Podeszła do nas starsza kobieta, którą dobrze już znałam.
- James ? Anabell ? Co wy tutaj razem robicie ? - spytała zdziwiona siwowłosa kobieta.
- To moja koleżanka i przyszliśmy coś zjeść. Przy okazji odwiedzam moją starą kumpelę, ale widzę, że jesteś też kumpelą Any.
- Oczywiście, że tak. Kumpele, aż po grób. - powiedziała kobieta, puszczając do mnie oczko, a ja się uśmiechnęłam. Bardzo ją lubiłam. Jest miła i zabawna.
- No to co zjecie kochani ? - spytała podnosząc do góry długopis i mały notes.
- Ja wezmę steka z frytkami i cole, a ty ? - spytał brunet spoglądając na mnie.
- Niech zgadnę. Zapiekanka i cola. - wtrąciła kelnerka, a ja się zaśmiałam i pokiwałam głową. - Obydwoje macie swoje ulubione dania i się ich trzymacie. Raz, dwa i będę z zamówieniami.
- Widzę, że mamy ze sobą coś wspólnego. Ulubione jedzenie w tym samym barze, a nawet tą samą kumpelę. - powiedział śmiejąc się, a ja razem z nim. Nagle usłyszałam za sobą czyjś głos wołający Jamesa.

_____________________________________________________________________
Trochę długi wyszedł ten mój rozdział, ale mam nadzieję,
 że dotrwaliście do końca ;)
Oby się podobał i liczę na szczere komentarze :)
 

niedziela, 4 maja 2014

Rodział 1

W samochodzie było ciemno i nie mogłam dokładnie przyjrzeć się twarzy mężczyzny. Jedyne co widziałam wcześniej to jego śliczne oczy. Do jego mieszkania jechaliśmy jakieś 10 minut. Zatrzymaliśmy się przy bardzo ładnym domku jednorodzinnym. Przez kilka sekund podziwiałam go przez okno i zanim zdążyłam odpiąć pasy, nieznajomy otworzył mi drzwi samochodu. Dalej nie mogłam wydobyć z siebie żadnego dźwięku, dlatego w ciszy podeszłam do wejścia do domu. Chłopak otworzył je i przekroczył próg. Przez chwile zastanawiałam się jeszcze, czy aby na pewno chcę tam iść. Jeśli nie, to jest to moja ostatnia szansa ucieczki. Rozejrzałam się na boki, a potem na mężczyznę.
- Wchodzisz ? - spytał wskazując ręką na korytarz. Na głowie miał kaptur, którego dalej nie zdjął i teraz nie mogłam nawet wyczytać nic z jego oczu, gdyż nie było tutaj żadnej lampy. Jednak czułam, że nie jest on zły i na jego pytanie pokiwałam twierdząco głową. Weszłam do środka i ujrzałam duży, ładny salon a po lewej od niego znajdowała się dosyć dużej wielkości kuchnia.
- Usiądź sobie przy blacie w kuchni, a ja zaraz wrócę. - usłyszałam głos za sobą, a chłopak zniknął z mojego pola widzenia. Zrobiłam tak jak powiedział i usadowiłam się na wysokim krześle, na którym nie dosięgałam nogami do ziemi. Nie minęły nawet 3 minuty, a się pojawił i usiadł naprzeciwko mnie. Przebrał się i teraz miał na sobie dresy i czarną koszulkę. Spojrzałam wyżej i wreszcie mogłam zobaczyć jego twarz dokładnie. Ujrzałam zaczesane do góry krótkie, brązowe włosy, piękne zielono-brązowe oczy, mały dwudniowy zarost na brodzie i oniemiałam. Był tak przystojny, że nawet nie zauważyłam, że wstrzymuję oddech.
- No to teraz powiedz czego potrzebujesz. - odezwał się i wpatrując się we mnie czekał na odpowiedź. Po tym kiedy zobaczyłam jak wygląda, jeszcze bardziej odebrało mi mowy, ale jakoś musiałam się z nim dogadać. Postanowiłam, więc wziąć się w garść.
- Okropnie boli mnie głowa, więc jak ...
- Już przynoszę tabletkę. - nie dał mi dokończyć i zaczął szperać w jednej z szafek. Po chwili położył przede mną różową tabletkę i szklankę wody. Szybko połknęłam lekarstwo i wypiłam wodę do samego końca. Nawet nie wiedziałam, że jestem taka spragniona. Chłopak widząc to nalał mi następną szklankę, ale tym razem był to jakiś sok. 
- Może pomogę ci z tym ? - spytał wskazując palcem na moją brew, która była odrobinę rozwalona. Pokiwałam głową, a on złapał mnie za rękę i pomógł zejść z krzesła. Szybko zabrałam jego dłoń ze swojej ręki. Mimo, iż wiedziałam, że nie chce zrobić mi krzywdy to nie chciałam, aby mnie dotykał.
- Przepraszam, weź swój sok i usiądź w salonie na kanapie. Będzie mi wygodniej cię opatrzyć. - powiedział cicho i z tej samej szafki co wcześniej wyjmował tabletkę, wyjął małą apteczkę. Razem usiedliśmy po turecku na miękkiej sofie i zwróciliśmy się ku sobie.
- Będzie trochę szczypać. - oznajmił i powoli przyłożył do mojej brwi nasączony jakimś płynem gazik. Syknęłam z bólu, ale po chwili się przyzwyczaiłam. Podczas opatrywania rany był bardzo delikatny i dzięki temu odrobinę się odprężyłam. Kiedy skończył podziękowałam mu, a on się do mnie uśmiechnął. Chyba nigdy nie widziałam takiego uśmiechu. Mogłabym patrzeć na niego godzinami. Zastanawiałam się gdzie podziewają się takie osoby jak on. Przystojny, miły, pomocny. W czasie moich rozmyśleń chłopak stał obok mnie i chyba czekał, aż się obudzę. 
- Chyba jesteś zmęczona. Domyślam się, że chciałabyś zostać na noc, więc chodź na górę i pokarze ci wszystko. - powiedział i zaczął iść w stronę schodów. Wstałam z łóżka i poszłam za nim. Pokazał mi pokój, w którym będę mogła spać i łazienkę.
- W szafce w łazience znajdziesz ręcznik, a tutaj masz mój T-shirt i spodenki, w których możesz spać. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, to jestem na dole w salonie. - oznajmił i powędrował schodami w dół. Ja poszłam się wykąpać. Był tam i prysznic i wanna, więc postanowiłam, że wezmę kąpiel i się odrobinę odprężę. Ułożyłam się wygodniej w ogromnej wannie i czułam jak ten bród dzisiejszego zdarzenia ze mnie schodzi. Zrobiło mi się o wiele lepiej. Po długiej chwili odprężenia, ubrałam się w otrzymane od nieznajomego ubrania i poszłam do swojego pokoju. Kiedy układałam swoje ciuchy zorientowałam się, że tak na prawdę nie wiem jak on ma na imię. Nagle usłyszałam jak w moim brzuchu mocno burczy. Założyłam na ramiona swoją bluzę i zeszłam na dół do kuchni.
- Coś się stało ? - spytał chłopak oglądając telewizję w salonie.
- Jestem odrobinę głodna. Czy mogłabym ...
- Już coś ci robię. Usiądź sobie. - powiedział znowu mi przerywając, a ja usiadłam na jednym z tych wielkich krzeseł. Brunet wyjął z lodówki jajka i obrócił się do mnie.
- Lubisz jajecznicę ? - spytał, a ja pokiwałam głową na znak, że tak. - To dobrze, bo ja też i zjem razem z tobą. - uśmiechnął się i rozpoczął robienie dania. Spoglądałam tylko jak porusza się po kuchni. Musi dużo ćwiczyć, bo ma świetną sylwetkę. Nawet w koszulce widać, jak odznaczają mu się mięśnie na brzuchu.
- A tak w ogóle, to jak masz na imię ? - spytał, znowu wyrywając mnie z rozmyślań.
- Anabell 
- Anabell - ładnie. Ja jestem James. - przedstawił się i położył na blacie talerz jajecznicy, a przy nim szklankę soku. Zaczęłam tak szybko jeść, jakby ktoś miał mi to zabrać, ale naprawdę byłam głodna.
- Cieszę się, że chociaż się do mnie odezwałaś kilka razy. Może powiesz mi co ci się stało, skoro u mnie zostajesz. - na jego słowa zakrztusiłam się sokiem, który właśnie piłam. Spojrzałam w jego oczy i widziałam, że chyba żałuję tego co powiedział.
- Wybacz, ale wolałabym nie rozmawiać z każdą poznaną osobą o tym co się wydarzyło. Jeśli ci to przeszkadza to mogę iść. - powiedziałam na jednym wdechu i było to do tej pory najdłuższe zdanie jakie do niego powiedziałam. Naprawdę nie mam zamiaru mu o tym opowiadać.
- Nie, przepraszam. Jeśli nie chcesz mi o niczym opowiadać, to oczywiście nie musisz. To twoja prywatna sprawa. Jeszcze raz przepraszam.
- Ok, nic nie szkodzi. Po prostu się trochę zdenerwowałam. To jak mogę zostać ? - spytałam, mając nadzieję, że nie zmienił zdania.
- Oczywiście, że możesz, a nawet wolałbym żebyś została, bo jest późno i bałbym się, że coś może ci się stać. - oznajmił i zabrał mój pusty talerz. Bałby się o mnie ? Przecież ledwo mnie zna. Z jednej strony to urocze, ale z drugiej dziwne.
- Może ja pozmywam, skoro ty zrobiłeś jedzenie. - powiedziałam i zabrałam mu z rąk talerze.
- Skoro chcesz to śmiało. Nie jest ci za gorąco w tej bluzie ? - spytał patrząc na mnie. Nawet nie wie jak jest mi gorąco, ale nie mogę jej zdjąć, bo zobaczy moje siniaki na rękach. 
- Nie nie jest. - odpowiedziałam krótko i zabrałam się za zmywanie. Kiedy skończyłam, podziękowałam mu za kolację i poszłam na górę. Mogłam wreszcie zdjąć bluzę i się ochłodzić. Wyjęłam z torby telefon. Oczywiście nikt do mnie nie pisał, ani nie martwił się czy wszystko ze mną w porządku. Przyzwyczaiłam się do tego, więc ustawiłam sobie budzik na 7:30, aby wrócić do domu wcześnie, zanim ojciec się obudzi. Przykryłam się ciepłą kołdrą, położyła głowę na poduszce i momentalnie zasnęłam, zmęczona tymi wszystkimi dzisiejszymi wydarzeniami.

_______________________________________________________________________
To mam 1 rozdział :)
Mam nadzieję, że się spodobał ;)

~PatiRusher